Jak to się zaczęło… „Kaiserka”

·
5

Autorem poniższego tekstu jest Robert Dulemba. Jest to tekst fanowski, oparty na uniwersum Afterfall -  zgodność wydarzeń z historią przedstawioną w grze nie jest gwarantowana.

Kaiserka

27.04.1960

Tomaszów Lubelski – baza rakietowa

W pomieszczeniach mieszkalnych panował gwar – jak zwykle, gdy rosyjska część załogi akurat miała czas wolny. W ruch szły karty i kości, dwóch rekrutów rodem z Władywostoku – nieprzyzwyczajonych jeszcze do zmiany strefy czasowej – błogo drzemało jeszcze na swoich pryczach, a jedyny Kałmuk w całej bazie  brzdękał cicho na gitarze, którą dostał kilka dni temu w prezencie od Polski mieszkającej w okolicy, która najwidoczniej się w nim zauroczyła – chodziły nawet plotki, że po odbyciu służby wojskowej zamierza on przeprowadzić się do Polskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej i zamieszkać tu  z tą dziewczyną. Jednym słowem – panowała sielanka. Tylko jedna rzecz psuła tą idyllę – brak alkoholu. Wielu z tutejszych żołnierzy gorąco ubolewało nad faktem, że polski generał Kaiser dowodzący tą bazą jest tak zasadniczy  akurat w tej kwestii.

-Mam karetę królów. Przykro mi, towarzysze… – Szeroko uśmiechnął się starszy szeregowy Vlad do innych graczy, rżących na jego łóżku w pokera, po czym jednym ruchem ręki zagarnął w swoją stronę całą pulę. -… Ale najwyraźniej szczęście was opuściło.

-Mogę się jeszcze odegrać. Nie wiem, ile tam już rubli zagarnąłeś… – Zerknął na niego Lew Władimirowicz, kolejny z graczy. – Ale nie mogą być więcej warte niż buteleczka czystej.

Na dźwięk tego słowa wszyscy karciarze zamarli, po czym popatrzyli na niego z zdumieniem. Ostatni żołnierz, który próbował przemycić alkohol do bazy  siedział do dziś nie w miłej, ciepłej bazie koło przyjaznego Tomaszowa, ale edukował rewolucjonistów w Ghanie w ramach „bratniej pomocy”.

-Wódka? – Wyszeptał z niemalże religijnym oddaniem w głosie Vlad. – Ale to jest warte…. – Wypowiedź przerwało mu nagłe otworzenie drzwi prowadzących do pomieszczenia. Stanął w nich  powszechnie znienawidzony w całej jednostce sierżant Pilawa – Polak, od końca II wojny światowej wiernie służący krajowi Rad. Niewielu było w tym pokoju osób, które na własnej skórze nie poczułyby jego wymyślnych kar za uchybienia w dyscyplinie, obejmujących szeroki zakres od przymusowych kilku okrążeń wokół bazy po bicie nahajem. Tym razem jednak w rękach zamiast narzędzi do wymierzania kar trzymał dwie pełne siatki, a na ustach gościło nie zło i nienawiść, a dobrotliwy uśmiech.

-Towarzysze żołnierze! – Zaczął poufale po rosyjsku. – Nasz dowódca, generał Kaiser, postanowił, że należy wam się uznanie za waszą nienaganną służbę i oddanie w bronieniu kraju przed faszystami zza Wisły. W ramach tego uznania, i z okazji rocznicy porzucenia przez towarzysza Stalina klerykalno-reakcyjnych studiów w Tyflisie, na wasz użytek zostaje oddane – Uniósł siatki, w których coś zabrzęczało zachęcająco. – te oto dwadzieścia flaszek alkoholu domowej roboty, produkowanego przez wdzięcznych wam za stałą ochronę lokalnych rolników. Kto nie wypije, ten nie kochał towarzysza Stalina!- Pogroził im żartobliwie palcem, ułożył reklamówki koło drzwi i opuścił pomieszczenie. Nim zamknął drzwi, najbliżsi żołnierze dostrzegli na korytarzu kolejnych oficerów z pełnymi reklamówkami, idących do reszty kwater.

Kolejne kilka sekund minęło w absolutnej ciszy. Przerwało ją dopiero obsunięcie się jednej z reklamówek. Dopiero wtedy Kałmuk wyrwał się z otępienia, odłożył swój instrument i podszedł do zaprezentowanych przez oficera siatek. Ostrożnie, jakby się obawiając, że znajdować się tam będzie co najmniej bomba, otworzył jedną z nich. Kilkanaście oczu śledziło każdy ruch jego ręki, gdy ostrożnie podnosił do góry butlę.

-Wygląda jak normalny bimberek. – Stwierdził w zadumie. Wyjął korek, czemu towarzyszyło ciche pyknięcie. Powąchał. – Pachnie też jak normalny bimberek. – Wreszcie, uniósł butelkę do ust i przechylił ją. Po chwili butelka wyleciała z jego ręki, a on sam zgiął się wpół, kaszląc niemiłosiernie. Flaszka, cudem niestłuczona, potoczyła się w stronę kilku Rosjan, którzy odskoczyli od niej jak od zarazy. „To trucizna!” krzyknął ktoś. Ryzykant, który jako jedyny wlał w siebie tajemniczy napój nie wyglądał jednak, jakby miał zaraz skonać – mimo że wciąż kaszlał, zdołał w mniej więcej pionowej pozycji podejść do swoich rzeczy i drżącymi rękami wyjąć z nich kromkę chleba. Zakąsił i nabrał tchu. – Smakuje też jak normalny bimberek! Mocne draństwo! – Oświadczył radośnie. Słowa te zatrzymały niemal w pół kroku jego towarzyszy broni, z których część chciała biec po pomoc, a część zniszczyć zaprezentowany im przez Pilawę dar. Nagle w rękach prawie każdego z obecnych w pomieszczeniu pojawiły się, niczym wyczarowane, ogórki, kanapki i inne zagrychy.

-Ale to jest nic niewarte. – Dopiero teraz dokończył Vlad zdanie skierowane w stronę Lwa. Zagarnął całą wygraną do swojego plecaka po czym rzucił się w stronę błyskawicznie opróżnianych butelek alkoholu.

***

-Już się pochlali. – Skrzywił się Pilawa, słysząc kolejną próbę żołnierzy do odśpiewania „Międzynarodówki”. – Będą mieli nauczkę, że alkohol to wróg.

-Naszym wrogiem jest nie związek chemiczny, panowie. – Nad stołem wokół którego zgromadzili się najwyżsi rangą Polacy w bazie rozległ się niski, przyjemny dla ucha głos ich dowódcy, Kaisera. -Naszym wrogiem, i to co najmniej od kilkuset lat, jest Rosja. Dzisiaj, po raz pierwszy od Cudu nad Wisłą, zademonstrujemy Moskwie, że cywilizacja łacińska wciąż ma supremację nad cywilizacją prawosławną. A nawiasem mówiąc, czym ich naładowaliście? -Zainteresował się nagle. Odpowiedź padła z ust jego zastępcy.

-Metanol oraz kapka rycyny. Nie minie wiele czasu, zanim ta mieszanka zacznie działać.

-Generale, może jeszcze raz się pan zastanowi? – Rozległ się nagle cichy głos z kąta stołu. Siedzący tam porucznik Górnicki zmieszał się, czując na sobie wzrok reszty oficerów. Szybko odzyskał jednak rezon i kontynuował. – Naszymi działaniami narażamy nie tylko nas, ale i całą Polskę. Wciąż możemy powiedzieć, że w bazie miał po prostu miejsce wypadek, że zatruli się przemyconym nielegalnie samo….

-Zamilcz. – Zimnym tonem powiedział pułkownik Potocki. Nie należał do personelu bazy, a jego obecność tam była częścią planu przejęcia obiektu. Jego żołnierze, oficjalnie przebywający w okolicy na przepustce, od kilku godzin napływali do bazy by zastąpić rosyjskich soldatów. – Nawet u mnie w jednostce, a stacjonujemy w okolicach naszej biednej stolicy, słyszeliśmy o twojej niechęci do Kaisera i o twoim tchórzostwie.

-To nie tchórzostwo. To trzeźwa ocena faktów. – Z tym samym chłodem w głosie odrzekł Górnicki. – Lepiej być czerwonym, niż martwym. – Nim ostatnie słowa przebrzmiały, Kaiser skinął lekko głową. Pilnujący wejścia do sali żołnierze zareagowali natychmiast, podchodząc do Górnickiego i chwytając go za ramiona. Ten zdumiony szarpnął się, nim usadził go w miejscu wzrok głównodowodzącego.

-Twój zapał do kolaboracji z największym wrogiem narodu polskiego nie został przez nas niezauważony. Wiemy też o twoich donosach do NKWD na mnie. Tylko dlatego, że jesteś Polakiem, jeszcze żyjesz. Pozostaniesz w miejscu odosobnienia do czasu ostatecznego tryumfu narodu polskiego. Następnie zostaniesz sprawiedliwie osądzony za zdradę… I obrazę wyższego rangą. – Zakończył z złośliwym błyskiem w oczach generał. – Trzeba było nie uczyć niepotrzebnie swojej papugi.

-Papugi? – Zawył ciągnięty przez żołnierzy porucznik i zaparł się nogami o ziemię, zatrzymując się na chwilę. – Tej samej, która woła przy karmieniu „Wiwat Kaiser”? To cię obraża? – Krzyczał wściekle.

-Tylko przy karmieniu prawą ręką. Przy karmieniu lewą krzyczy „Kaiser idiota”. – Wyjaśnił zebranym w pokoju tą drobną nieścisłość zastępca generała, z rozmysłem odwracając się tyłem od więźnia.

Wszyscy w milczeniu patrzyli, jak ich były towarzysz opuszczał pomieszczenie, szarpiąc się wściekle.  Pobyt tego w pokoju wydłużyło tylko wejście do pomieszczenia kolejnych polskich żołnierzy, którym wojskowi niosący kolaboranta grzecznie ustąpili pierwszeństwa przy drzwiach. Jeden z nowo przybyłych wystąpił z grupki i położył przed Pilawą dwa noże. Ten sprawdził ich ostrza – były wilgotne

-Czyli wszystko poszło gładko? – Zapytał z spokojem w głosie. Żołnierz kiwnął głową.

-Nawet nie kwiknęli. Cięliśmy tak, by najpierw stracili zdolność do wydania z siebie głosu, a dopiero potem zdolność oddychania. – Zameldował posłusznie. – Wszyscy Rosjanie w bazie zostali unieszkodliwieni, panie sierżancie.

-Nie wszyscy. – Zaprzeczył zastępca Kaisera. – Został jeszcze jeden, który za chwilę powinien tu się znaleźć.  – Jak na wezwanie, kolejne przejście otworzyło się, a z korytarza znajdującego się za nim wychynął bazowy politruk. Jego wzrok spoczął na gremium oficerskie znajdujące się w pokoju, na udekorowaną biało-czerwoną flagą ścianę, na uzbrojonych żołnierzy…. Otworzył usta, lecz nie było mu dane skomentować tego, co zobaczył. Padł strzał, a on sam nagle poczuł dziwną słabość. Osunął się na kolana, patrząc z niedowierzaniem na szybko rosnącą plamę krwi na mundurze. Po chwili nawet taka pozycja wydała mu się zbyt niewygodna, więc opadł na podłogę i znieruchomiał.

Kaiser opuścił pistolet – swojego visa, którego używał jeszcze w dawnej Polsce. Powstał, a w jego skład poszli wszyscy oficerowie.

-Dzisiaj stoimy tutaj, zwarci i gotowi, w bazie na ziemiach polskich, ale zajętych przez okupanta.. Gotowi jesteśmy na wszystko, dla  Polski.- Powiedział do milczących podkomendnych. – Nie ma czynów zbyt radykalnych dla dobra narodu. – Dokończył i, żegnany salutem, ruszył w kierunku pokoju, w którym znajdował się najważniejszy obiekt w całej bazie – czerwony przycisk

***

27.04.1960

Moskwa – siedziba pierwszego sekretarza KPZR

-Że niby co?! – Ryknął sekretarz do trzymanej przy uchu słuchawki telefonu. W Jego małych, świńskich oczkach nagle zagościł strach, a czoło zrosił pot. Milczał przez chwilę, słuchając uważnie swojego rozmówcy. Po chwili otarł mokre czoło. – Ile ofiar? Cała jednostka?  Dowódca też nie żyje? – Słuchał dalej. – Skąd wystrzelono pocisk? Z Rzeszy? USA? – Zbladł. Po kilku minutach gwałtownie, z niejakim obrzydzeniem, odrzucił słuchawkę na widełki i zamyślił się.

Żądania tego przeklętego renegata były wygórowane. Opuszczenie wszystkich terenów na zachód od wschodniej granicy II Rzeczpospolitej nie tylko spowodowałoby utratę wielu zakładów przemysłowych oraz baz militarnych, ale i pasa umocnień na linii Wisły, prestiżu oraz – zadrżał – co najmniej tuzina pocisków nuklearnych.

Kalkulował szybko. Jakakolwiek próba szybkiego zniszczenia Kaisera zaowocuje zniszczeniem największych miast ZSRR. Wobec chaosu w kraju Polska i tak zagarnie te ziemie, i tak zdobywając wszystko, czego żąda Kaiser. Fakt, że ten w tym czasie byłby już martwy, nie stanowił dla pierwszego sekretarza wielkiego pocieszenia.

„Żeby ten drań zażądałby chociaż tylko terenów PSRR!” pomyślał z złością. To nie byłoby tak złe dla interesów kraju, jak konieczność ucięcia jeszcze sporych terenów członkowskim republikom – białoruskiej, ukraińskiej i litewskiej.

Wreszcie podjął decyzję.

8.05.1960

Warszawa – plac konstytucji

-I jeszcze raz! – Krzyknął ktoś entuzjastycznie. Raz jeszcze łańcuch, przypięty z jednej strony do polskiego czołgu, a z drugiej owinięty wokół pomnika Stalina, naprężył się. Po chwili, nogi posągu pękły, a kamienny Dżugaszwili majestatycznie uderzył o ziemię. Otaczający Plac Konstytucji Polacy krzyknęli radośnie.

Takie sceny miały miejsce w całej wschodniej części kraju. Wszystko zaczęło się jeszcze 28 kwietnia, gdy wycofano Armię Czerwoną z terenów Polskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej – przez przejścia graniczne runęły ogromne rzesze ludności z obu stron byłej granicy. Kompletnie obcy ludzie padali sobie w objęcia, płacząc z szczęścia. W Warszawie napór ludzkich mas na krótko powstrzymał mur warszawski – ale i ten padł, niezdolny wytrwać wobec kilku tysięcy Polaków z kilofami i młotami. Gdy ten symbol sowieckiej dominacji runął, w stronę dawnej stolicy ruszył rząd Rzeczpospolitej z Poznania.

Nie wszędzie obeszło się bez ofiar. Poza granicami PSRR wojsko polskie natknęło się na opór Ukraińców i Białorusinów – równie mocno jak Polacy pożądających swojego własnego kraju. Czerwonoarmiści też unosili z sobą kilkuset poległych towarzyszy – masowe bunty ich polskich towarzyszy armijnych rozpoczęły się kilka minut po wybuchu bomby, a potem powstańców wsparli cywile, stający do walki na ulicach swoich miast. Dopiero odpowiedź pierwszego sekretarza na ultimatum Kaisera zakończyła rzeź.

***

-Wielkie są dzieła narodu polskiego. Tym większe muszą być dzieła naszego pokolenia, bowiem celem moim jest nie podtrzymanie dotychczasowych tradycji, a ich spotęgowanie, rzucenie ich na niespotykany nigdzie dotąd poziom. Tylko ludzie w pełni oddani temu celowi, odważni i oddani, będą w stanie wypełnić to wielkie zadanie, jakie stawia nam dzisiaj historia. Dziesiątki pokoleń Polaków patrzy na nas z góry. Najdzielniejsi synowie narodu: Piastowie, Kościuszko, Zamojscy, Sobieski, Piłsudski, Traugutt, mogą  bez niepokoju patrzeć w przyszłość, gdyż na straży kraju stoimy my, semper fidelis, zawsze wierni. – Kaiser stał na balkonie byłej siedziby  Komunistycznej Partii Polski. Zgromadzony przed nim tłum z zachwytem chłonął każde jego słowo. – Nasza droga nie jest jednak zakończona. Nasza generacja, skrawiona w wojnach i niewolona przez komunistycznego wroga, zasługuje na pokój, lecz nie będzie on jej dany. Zbyt wiele rzeczy trzeba będzie zmienić, wiele odnowić. Wierzę jednak szczerze, że zjednoczeni podołamy temu trudnemu zadaniu, jakie stawia przed nami historia. Ja sam, w porozumieniu z prezydentem i premierem, obejmuję stanowisko naczelnika państwa, by móc zakończyć to, co zacząłem. – Skończył przemawiać Kaiser, niemalże ogłuszony przez nagły wybuch wiwatów. Nowy władca kraju wycofał się w głąb budynku.

Polska, opuszczona przed 15 latami przez totalitaryzm germański i przed tygodniem przez totalitaryzm sowiecki wkroczyła w epokę nowego, lepszego totalitaryzmu – oświeconego, w którym naród polski, zjednoczony przez nowego naczelnika, miał już nigdy nie być zniewolonym przez jakiekolwiek wroga. Duchy poległych żołnierzy już nie musiały kroczyć za ich żywymi braćmi.

„Bo chcemy i musimy prześcignąć inne narody i państwa!”

 

Piosenka propagandowa o Kaiserze:

 

1.Mijają miesiące, lata i dekady,

Stalina nikt już nie opłakuje.

Na grobowcu Hitlera kwiatów kaskady,

Marmur grób Benita dekoruje.

Zmarli pospołu tyrani i herosi,

i tylko Kaiser czoło swoje unosi.

 

Ref: Kaiser, Kaiser, on zbawił nas

wielkością swego serca!

Świat opromienia jego blask,

życie dla nas poświęca!

 

2.On to nuklearną moc dzielnie wyzwolił

z okowów niosąc Polsce wolność.

Powalił sowieta, co w kraju warcholił,

za to stajemy przed nim na baczność.

Znowu Polska siłą i dobrem zakwitnie,

Kaiser zasłużył się dla nas już wybitnie.

 

Ref: Kaiser, Kaiser, on zbawił nas

wielkością swego serca!

Świat opromienia jego blask,

życie dla nas poświęca!

 

Piosenka ludzi bez domu

Hen w lesie płonie ognisko
I słychać piosnkę szwadronu.
A echo po lesie wciąż niesie i niesie
Piosenkę nas ludzi bez domu.
Wesoło nam trzaska i błyska
Nam ludziom spalonym bez domu
My zawsze do boju ochoczo staniemy
Do boju nasz szwadron wciąż gotów
Co jutro nas czeka nie wiemy,
Może śmierć zajrzy nam w oczy.
My zawsze z radością do boju staniemy,
Do boju nasz szwadron wciąż kroczy.
A jeśli mnie kula uderzy
I dla mnie skończy się wojna
To duch mój koledzy za wami pobieży
Tak długo aż Polska będzie wolna

Piosenka ludzi bez domu

  • Rdulemba

    Drobna errata – tekst podpisany „Kaiserka” to „Piosenka ludzi bez domu”, pieśń żołnierzy podziemia antykomunistycznego. Kaiserka to, w moim zamierzeniu, był tytuł opowiadania.

  • easygoing

    Fajna historyjka. Taka patriotyczna i w ogóle. Ciekawe jak gra sprzeda się w Rosji przy takim nastawieniu. ;)

    Ok, żarty na bok. Czy ktoś to w ogóle czytał przed opublikowaniem? Tylu błędów stylistycznych nie widziałem od czasów szkoły średniej! :D Oprócz tego naprawdę mi się podobało. Oby sama gra miała podobny klimat co te historie…

  • Rdulemba

    Błędy stylistyczne? Przeczytałem to przed opublikowaniem kilka razy i nic mnie samego jakoś wyjątkowo nie zirytowało. Mógłbyś dać przykłady?

  • easygoing

    Skoro ci zależy. Nic znaczącego, po prostu jestem czepialskim skurczybykiem. ;)

    1) „którą dostał kilka dni temu w prezencie od >>Polski<>z<>Niewielu było w tym pokoju osób<>nie poczułyby<>latami<>zażądałby<< chociaż tylko terenów PSRR"- "Żeby ten drań ZAŻĄDAŁ chociaż tylko terenów PSRR"

    Nie cytowałem nic z dialogów, bo tam jest mowa potoczna i mijałoby się to z celem. No, może oprócz punktu piątego ale to dlatego, że po prostu brzmi wyjątkowo idiotycznie. ;)

    Sam prosiłeś o przykłady, więc ci je dałem. Nie miałem na celu nikogo obrażać czy gnoić, bo jak pisałem wcześniej, historia mi się podobała.

  • Rdulemba

    Pierona. Kajam się za to, biję w piersi i posypuję głowę popiołem, zwłaszcza ze względu na przykład 3 i 5, bo mam jakąś manię nadużywania końcówki „by”. Co do reszty przykładów, emocje związane z pisaniem opowiadania w uniwersum Afterfalla najwidoczniej zaćmiły mi percepcję. Dzięki za wskazanie błędów : ).